To będzie mój Prezydent

środa, 5 Sierpień, 2020 - 06:00

Felieton naczelnego • Tuż przed drugą turą tegorocznych wyborów prezydenckich, w środku najzacieklejszej wojny polsko-polskiej w historii Trzeciej Rzeczpospolitej, „popełniłem” artykuł o powyższym tytule i zamieściłem go na swoim osobistym profilu społecznościowym. To był czas, w którym naprawdę nikt nie miał pojęcia kto będzie zwycięzcą tego wyborczego maratonu. To był moment takiego stanu zawieszenia, w którym nikt niczego nie mógł być pewien. Sondaże, w zależności od tego, kto danej sondażowni płacił, wskazywały na jednego bądź drugiego kandydata. Również bukmacherzy obstawiali bardzo minimalną wygraną Dudy, więc to było takie przysłowiowe „na dwoje babka wróżyła”, „fifty-fifty” lub po naszemu „pół na pół”. 

W tym przedwyborczy artykule pozwoliłem sobie pogratulować obu kandydatom - Andrzejowi Dudzie i Rafałowi Trzaskowskiemu - świetnego wyniku, pisząc, że na pewno będzie zbliżony (nie myliłem się). Pogratulowałem również rodakom najwyższej w historii frekwencji, pomimo tego, że były to wybory w cieniu koronawirusa (też się nie myliłem), a także największym środowiskom politycznym w Polsce (PiS i PO), że wystawiły w tych wyborach swoich najlepszych kandydatów. Zadeklarowałem także, iż ktokolwiek będzie wybrany na prezydenta, będzie moim prezydentem oraz to, że będę modlił się i błogosławił (życzył jak najlepiej) prezydentowi Polski, ktokolwiek nim będzie. Po raz kolejny wyraziłem też swoje obrzydzenie i niechęć dla trwającej o wiele za długo wojny polsko – polskiej.

W ten piątkowy przedwyborczy wieczór wyraziłem również nadzieję, że po wyborach politycy, ludzie mediów oraz wyborcy porzucą złe emocje (w tym przede wszystkim nienawiść i złość) oraz uprzedzenia względem drugiej strony na rzecz merytoryczno-konstruktywnego sporu. Oczekiwałem również, że zwycięski kandydat zrealizuje swoje obietnice wyborcze, a ten który przegra nie będzie mu przeszkadzał. Niestety, w tych kwestiach moje nadzieje i oczekiwania okazały się płonne...

 

To jest część artykułu.
Całość możesz przeczytać w Nowinach Krapkowickich w wydaniu papierowym lub w wersji elektronicznej.

kup e-wydanie
Autor: 
Roman Chmielewski

Dodaj komentarz